Po co komu edukacja plastyczna i studia na ASP?
Często pytacie, co można robić po ASP, czy warto studiować kierunki artystyczne? Wiem jedno, jeśli wybierasz studia,a tym samym swój przyszły zawód rozważając jedynie wysokość zarobków po skończeniu takiego kierunku, to chyba nie jest dobra droga.
Na przestrzeni ostatnich 20 lat, kiedy przez pracownię przewinęło się naprawdę dużo osób, a będzie ich ponad tysiąc, mogę stwierdzić, że ci którzy od początku mieli w sobie pasję osiągnęli sukces.
Od razu udaje mi się też wytypować ludzi, którzy będą ciekawymi osobowościami, którzy będą się rozwijać, zaskakiwać. Tylko, że te osoby próbując się przygotować na studia, nie myślały o tym, ile będą zarabiać za 10 lat, a bardziej zadawały sobie pytanie, czy będą szczęśliwe.
Jest takie powiedzenie, jeśli nie chcesz przepracować ani jednego dnia w życiu, wybierz zawód, który kochasz.
Spotykałam dzieci lekarzy, prawników, naukowców, wielu rodziców zastanawiało się po co komu ASP! Dyskredytowanie artystycznej ścieżki bywało powszechne, tak samo jak porównanie jej do marzycielskich fanaberii.
A co ja widziałam w pracowni?
Młody człowiek stał przy sztaludze i z błyskiem w oku malował, rozwiązywał zadania projektowe, opowiadał z entuzjazmem godzinami o swoim nowym pomyśle. Wiele razy przynosił swoje zadania domowe, które powstawały nocami, ale nie były dla niego męczarnią, przykrym obowiązkiem, były radością, zabawą, dawały niesamowita satysfakcję. Wtedy wiedziałam, że to odpowiedni człowiek, na odpowiednim miejscu. Zazwyczaj komisja egzaminacyjna również odkrywała szybko ten potencjał i rozpoczynała się przygoda. Dziś po kilkunastu latach z radością obserwuje, jak te osoby rozwinęły skrzydła, jak pięknie tworzą, mimo, że kiedyś nie wierzyły we własne możliwości.
Przegadaliśmy setki godzin, ale to były rozmowy emocjonalne, pełne wrażliwości i marzeń. Pamiętam wiele z nich, kiedy ze skromnością, obawami przychodzili licealiści próbując poukładać sobie plan "b", gdyby jednak się nie udało dostać na ASP. Na szczęście się udało! Udało się też skończyć studia, obronić super dyplomy i działać w branży, ale w zgodzie z własną pasją, swoim stylem i ideą.
Z drugiej strony spotykam też rodziców, którzy przychodzą z przedszkolakiem na warsztaty do pracowni, oczekując zadań na miarę liceum, garści wiedzy teoretycznej, warsztatu.
Tu też często mówię STOP!
Nie jest to czas na takie zadania. Na wszystko jest odpowiedni moment.
Dziecko musi również odczuwać radość tworzenia, poszukiwania, łączenia barw, wolności w rozwiązywaniu wyzwań, przelewaniu emocji na papier. To ogromnie ważny moment, kiedy pokazujemy dziecku, że może wyrazić siebie, swój świat tak jak to ono to widzi, a nie jak narzuca dorosły. Dzieci, którym się pozwoli i ofiaruje warunki pełne akceptacji, tworzą cudowne obrazy, w niesamowitych kolorach i kształtach. Z chęcią dzielą się swoimi przeżyciami, wspomnieniami właśnie przez wszelkie działania plastyczne.
Od początku prowadziliśmy zajęcia intuicyjnie, empatycznie, dając wybór w rozwiązaniu zadania.
Nigdy nie dążyliśmy do dawania gotowych rozwiązań, zawsze pomagaliśmy w ich znalezieniu, ale jednak to zawsze był pomysł dziecka, a nie nasz. Byliśmy przewodnikami, pomocnikami, towarzyszyliśmy dzieciom w ich pracy, pozwalaliśmy na samodzielność.
To procentuje w późniejszych latach, kiedy jest czas na zasady, warsztat, ćwiczenie.
Zatem rodzicu jeśli chcesz, żebyśmy uczyli sześciolatka perspektywy, nie zapisuj do nas swojego dziecka ;)
Rodzicu, jeśli pragniesz dla swojej wrażliwej i kreatywnej pociechy wspaniałego zajęcia w życiu, pozwól decydować o kierunku studiów, niezależnie od tego, czy wydaje Ci się on rentowny ;)
Komentarze